Szukaj na tym blogu

piątek, 30 stycznia 2009

Ciągle na początku drogi

Wiele osób mnie pyta, czemu ogniwa fotowoltaiczne są takie drogie, i czy ich ceny kiedyś staną się bardziej przystępne.

Z punktu widzenia rozwoju fotowoltaiki ostatnie 30 lat mogłoby praktycznie nie istnieć. Choć wielu może wydawać się, że w tym czasie technologia ta zrobiła olbrzymi postęp tak naprawdę było to uparte brnięcie w ślepy zaułek.

Obecnie 90% produkowanych ogniw opiera się na krzemie – pierwiastku bardzo powszechnym i tanim. Pytanie, dlaczego produkowane z niego ogniwa są takie drogie.

Do produkcji ogniw korzysta się z tego samego materiału, co do produkcji procesorów. Wysoce czystego krzemu (99.999999999%) a uzyskanie takiej czystości musi być kosztowne. Przez 30 lat rozwijano tą technologią, która z założenia była zła. Produkowany w ten sposób produkt musiał być skomplikowany, czasochłonny w produkcji, więc i drogi.

Praktycznie z każdego materiału półprzewodnikowego można zrobić ogniwo fotowoltaiczne (nawet domowym sposobem). Proces ten można zautomatyzować i uprościć (technologia drukowana ogniw) a tym samym znacznie zredukować koszty. Ogniwa drugiej generacji CIGS-CIS, DSSC, CdTe czy polimerowe dopiero, co pojawiły się na rynku i już potrafiły osiągnąć poziom cenowy, do którego ogniwa krzemowe potrzebowały dziesięcioleci.

W 2007r nanosolar skomercjalizował technologię CIGS a Fiest Solar ogniwa CdTe.
W 2008 Honda rozpoczęła produkcję ogniw CIGS, Dyesol rozpoczął komercjalizację technologii DSSC. – jak widać na spadek cen nie powinniśmy długo czekać zwłaszcza ze pod koniec 2008r wiele firm z branży solarnej było w trakcie budowy fabryk tanich ogniw drugiej generacji.

Są też tacy jak przedstawiciele Solterra którzy twierdzą że najlepiej od razu przejść do produkcji ogniw trzeciej generacji tanich, wysoce efektywnych i pracujących całą dobę.

Niektórych może to zdziwić, że ogniwo PV może pracować także w nocy, lecz nie jest to nic nowego. Wystarczy sobie przypomnieć fizykę ze szkoły średniej. Każde ciało o temperaturze wyższej od zera bezwzględnego (-273,15 °C) emituje energię w postaci fali elektromagnetycznej w paśmie światła podczerwonego. Wiele ośrodków naukowych zajmuje się obecnie stworzeniem ogniw pracujących nawet w nocy właśnie w paśmie promieniowania podczerwonego

sobota, 24 stycznia 2009

Polski system wsparcia OZE – nagroda za nieróbstwo.



Chociaż ministerstwo gospodarki ustami Zbigniew Kamieński, dyr. Departamentu Energetyki mówi, że nasz system wsparcia OZE jest dobry ja się zastanawiam, jaki cel przyświeca ministerstwu. Czy rzeczywiście pragnie ono wspierać czyste technologie wytwarzania energii czy wręcz przeciwnie zdyskredytować ten rodzaj energii jako drogi i nieskuteczny?

Polski system wsparcia OZE?

System wsparcia OZE po pierwsze wspiera tylko dużych wytwórców o tym już pisałem. A opiera się na

1 – olbrzymiej ilości zbędnej biurokracji
2 - gwarancjach zakupu zielonej energii.
3 – świadectwach pochodzenia / zielonych certyfikatach

Wolny rynek tam gdzie nie trzeba

Za produkcję zielonej energii przysługują zielone certyfikaty, które można odsprzedawać. Jest to dodatkowe źródło przychodów dla wytwórców OZE. Sprzedaż następuje na giełdzie energii a kupującymi są koncerny energetyczne, które we własnym zakresie nie wytworzyły wystarczająco zielonej energii, dlatego muszą kupić odpowiednią liczbę zielonych certyfikatów lub zapłacić opłatę zastępczą. Z racji, że ilość zielonej energii na rynku jest ciągle za mała ceny zielonych certyfikatów trzymają się wysoko w okolicach opłaty zastępczej.

Ile zarabia producent zielonej energii

Za każdą wytworzoną MWh producent otrzymuje średnią cenę energii w danym roku + wartość sprzedanego certyfikatu.

W 2008 byłoby to 128 zł + 242zł za certyfikat, czyli 370 zł za MWh.


Nagroda za bycie zielonym

Wyliczone 370 zł otrzymują w Polsce wszyscy wytwórcy „zielonej energii” niezależnie od kosztów i technologii. Nie trzeba chyba żadnych dodatkowych wyjaśnień, aby zauważyć, że taki system jest
1 – bardo drogi
2 – niesprawiedliwy
3 – premiuje stare technologie
4 – nie daje szans na rozwój nowych technologii, które wymagają długoterminowego wsparcia.

Podstawową wadą Polskiego systemu wsparcia OZE jest fakt, że nie rozróżnia on technologii i kosztów, jakie trzeba ponieś na ich uruchomienie. Innowacja nie jest mile widziana. Dziś cena zielonej energii jest wysoka jutro może być niska, żaden inwestor nie zaryzykuje wdrażania technologii, która osiąga rentowność po kilku czy kilkunastu latach jeżeli system dziś daje wsparcie a jutro... - nie wiadomo. Dlatego w Polsce rozwijają się technologie z zakresu OZE które tak naprawdę mogłyby bez problemu konkurować na wolnym rynku. Pytanie po co w takim razie je wspierać. Szerokim strumieniem pompuje się publiczne pieniądze w prywatne firmy. Czy zasadne jest np. wspieranie elektrowni wodnych, które produkują prąd taniej niż elektrownie węglowe? Niezależnie czy dostały by te certyfikaty czy nie i tak by działały.

Widać nić się nie wydaje tak łatwo jak publiczne pieniądze.

Jeden z precedensów

Skala rozrzutności polskiego systemu wsparcia jest tak duża, że powoduje wypatrzenie rynku i to nie tylko energii. Polskie elektrownie węglowe również zwietrzyły interes w certyfikatowym szaleństwie wchodząc przez furtkę zwaną biomasa. Mimo iż dodawanie drewna do węgla obniża sprawność kotłów, turbin (kocioł podaje parę o niższej temp a to wpływa na obniżenie sprawności turbiny) a co za tym idzie całego procesu wytwarzanie energii. Polski ustawodawca uznał, że jest to dobre działanie i należy je wspierać w imię ochrony środowiska. Zyski z produkowanej tak energii okazały się tak duże, że elektrownie z powodzeniem konkurują o drewno z wytwórcami mebli:) Najlepsze gatunkowo drewno wędruje do kotła a trociny do mebli. Na szczęście jest szansa, że ten proceder zostanie w końcu zakończony. Kilka osób przejrzało chyba na oczy i zauważyło, że coś jest nie tak. Nawet, jeżeli założymy, że spalanie biomasy daje zerowy bilans, CO2 to trudno mówić o zerowym bilansie, jeżeli 50-letnie drzewo spalamy w kilka sekund a na jego miejsce nie sadzimy nowego.

Z punktu widzenie ograniczania emisji, CO2 priorytetem powinno być budownictwo drewniane gdyż w tym przypadku zgromadzony w drewnie dwutlenek węgla zostaje w nim zatrzymany dłużej niż rośnie nowe drzewo. Jest to oczywisty fakt dla osób zajmujących się ochroną środowiska, lecz nie dla ministerstwa, dla którego liczą się słupki a jak pisałem ostatnio papier wszystko przyjmie a skoro spalanie drewna daje redukcję emisji (na papierze), więc jest wszystko OK.

Zapewne dla pana Zbigniewa Kamieńskiego wszystko w systemie jest OK. pieniądze są wyjadane słupki rosną cena energii też. A to czy rozwija się energetyka odnawialna to już jest zupełnie inna sprawa.

czwartek, 22 stycznia 2009

Papier przyjmie wszystko

Jak donosi energetyka.wnp.pl rząd przedstawił założenia do polityki energetycznej do 2030. Niestety niewiele w tej strategii poprawił. Na dodatek obecny dokument bardziej przypomina listę pobożnych życzeń niż rzetelną strategię a główne cele są źle ukierunkowane.

Elektrownia atomowa

Polska polityka budowy elektrowni atomowych przypomina do złudzenia kupowanie w owczym pędzie akcji na szczycie górki.

Uran stosowany w elektrowniach atomowych podobnie jak i inne paliwa kopalne ma ograniczone zasoby. Wystarczy śledzić doniesienia prasowe, aby zauważyć, że energetyka jądrowa przeżywa od kilku lat odrodzenie. Energia produkowana w ten sposób jest czysta i tania – tania obecnie. Niestety trudno oczekiwać utrzymania się cen rud pierwiastków rozszczepialnych w przy rosnącym na nie popycie.

Czy olbrzymie koszty poniesione na budowę takiej elektrowni kiedykolwiek się wrócą zważywszy że jedną elektrownie będziemy budować 10 lat :). Czy inne źródła energii w tym czasie nie okażą się tańsze ? – Szkoda, że przedstawiciele władz nie zadali sobie tak elementarnych pytań.

Ropa i gaz

Tu plany rządu są połączeniem skrajnej nieodpowiedzialności wraz z kompletnym brakiem wiedzy. Nie trzeba być ekspertem rynku paliw(a nawet lepiej nim nie być), aby zacząć się zastanawiać, że skoro kolebka motoryzacji USA robi wszystko, aby ograniczyć zużycie ropy to musi być coś na rzeczy. Tymczasem w Polsce wg naszej strategii energetycznej oczywiście będziemy wdrażać programy energooszczędność jednocześnie zwiększając zużycie zarówno ropy jak i gazu.

Już zrozumiałbym, jeżeli zwiększone zużycie dotyczyłoby naszego polskiego patriotycznego węgla. Można byłoby to w jakiś logiczny sposób wytłumaczyć. Jednak dalsze uzależnianie się od niestabilnych cenowo, importowanych oraz kończących się zasobów naturalnych można określić tylko w jeden sposób – …..


OZE

W przypadku odnawialnych źródeł energii strategia mówi słynne jestem za a nawet przeciw. To znaczy oczywiście będą wspierane, lecz tak, aby czasem nie rozwinęły się za bardzo. Przecież trzeba wykazać, że, miliardy na wydobycie naszego narodowego patriotycznego węgla i budowanie czystej technologii węglowej jest opłacalne.


Przykłady można by mnożyć, ale szkoda na to czasu. Papier przyjmie wszystko a ten rządowy zwłaszcza. Nie znaczy to, że tak będzie wyglądać polska energetyka. Sam rynek wymusi wiele zmian. Trend is your friend a ten europejski, światowy jest zupełnie inny.

wtorek, 20 stycznia 2009

Tanio znaczy ekologicznie – matematyka sprzymierzeńcem energooszczędnych domów.

W Polsce ciągle panuje stereotyp, że budownictwo ekologiczne, energooszczędne musi wiązać się z dużymi nakładami finansowymi niewspółmiernymi z przyszłymi korzyściami. Nie jest to prawdą, lecz jak zwykle najlepiej wszystko przeanalizować i policzyć.

Nie podlega dyskusji, że podobnie jak pokazują historyczne trendy musimy liczyć się z ciągłym wzrostem cen paliw kopalnych powszechnie używanych do ogrzewania domów. Problem w tym, że często nie wiemy jak prawidłowo taki wzrost uwzględnić a ponadto wydaje mam się, że 10 % rocznego wzrostu cen niewiele zmieni w ogólnych kosztach. Przeanalizujmy poniższy przykład, aby zrozumieć jak bardzo wielu z nas się myli.

Czy budownictwo energooszczędne może się opłacić ?

Porównajmy dwa domy ogrzewane gazem ziemnym jeden typowy „energooszczędny” w stylu polskim o zapotrzebowaniu na energię 120kWh/m2/rok drugi naprawdę energooszczędny, ale bez żadnych technologicznych ekstremów – 30kWh/m2/rok. Zakładam, że domy mają 150m2 powierzchni.

W przypadku pierwszego domu 120 kWh zużycie roczne gazu na ogrzewanie powinno wynosić ok. 1914 m3, co da roczne koszty ogrzania ok. 3800zł (1m3 – 2zł).

W przypadku drugiego domu 30kWh zużycie roczne gazu na ogrzewanie powinno wynosić ok. 470 m3, co da roczne koszty ogrzania ok. 950zł (1m3 – 2zł).

Zazwyczaj jak już ktoś przed budową domu dojdzie do takiej analizy szybko liczy przyszłe oszczędności i:

3800 * 15 lat = 57000 zł sumaryczny koszt ogrzewania dom 1
po 30 latach 114000 zł
oraz

950 * 15 lat = 14250zł sumaryczny koszt ogrzewania dom 2
po 30 latach koszt ogrzewania osiągnie 28500 zł


Taki błędny tok obliczeń pozwala zakładać, że zainwestowanie np. dodatkowych 50 000 na dodatkowe ocieplenie domu wróci się dopiero po prawie 20 latach.

Wracając do matematyki ze szkoły średniej warto przypomnieć sobie definicje o ciągu geometrycznym a zwłaszcza wzór na sumę n-tych wyrazów ciągu, który pomoże nam w obliczeniach.



w naszym przypadku
Sn - suma kosztów ogrzewania po n latach
a1 - koszt ogrzewania w pierwszym roku
q - iloraz kosztów ogrzewana w roku drugim/rok pierwszy (zakładając wzrost cen 10% q= 1,1)

Przeanalizujmy ten przykład zakładają całkiem optymistycznie, że cena gazu będzie rosła średnio rocznie zaledwie 10%.

Po 15 latach koszt ogrzewania domu 1 - 120kWh/m2 wyniesie 120735zł
W przypadku domu 2 - 30 kWh/m2 koszt ogrzewania wyniesie 30183zł
Czyli po 15 latach oszczędzamy ponad 90 000 zł


Jeszcze lepiej wygląda to po 30 latach
Koszt ogrzewania Dom 1 – 625 077zł
Koszt ogrzewania Dom 2 – 156 269zł
Różnica w kosztach 468 808 zł!


Niesamowite? Wielu z nas mogłoby się załamać, jeżeli skrupulatnie jak w powyższym przykładzie policzyłoby ile pieniędzy ucieka przez ściany i okna. Ten przykład wyraźnie pokazuje, że budownictwo energooszczędne a tym samym ekologicznie nie jest żadną fanaberią zachodnich, ekologistów lecz chłodną kalkulacją korzyści i kosztów.

Niestety w Polsce mamy bardzo małą świadomość skali kosztów utrzymana domów. Nie bez winy jest tu polskie państwo, które uchwala prawo budowlane spóźnione przynajmniej o kilka dekad, jeżeli chodzi o normy energooszczędności. Domy, które buduje się w Polsce są nie do pomyślenie w wielu europejskich krajach i to wcale nie z powodu dbania o środowisko. Na dom nie energooszczędny nie można dostać kredytu gdyż wiele zachodnich banków, bo się kredytować nieruchomości kosztowne w utrzymaniu oraz szybko tracące na wartości.

poniedziałek, 19 stycznia 2009

Fotowoltaika nowe oblicze

Wraz z popularyzacją instalacji fotowoltaicznych wyraźnie widać, że ta technologia szuka swojego miejsca na rynku. Proste zainstalowanie paneli na dachu domu przechodzi powoli do lamusa. Producenci modułów coraz częściej próbują wkomponować instalacje fotowoltaiczne w poszczególne elementy budynku.

Ciekawą propozycję znalazłem ostatnio w ofercie firmy Lumeta.


Wyraźnie widać, że bipv (Building Integrated Photovoltaics) szuka swojego miejsca na rynku a pojawiające się propozycje stają się coraz bardziej ciekawe, możliwe do zaakceptowania dla szerokiego grona projektantów i konsumentów.

PS
Czytałem ostatnio w raporcie EREC (który jest komentowany ostatnio na zaprzyjaźnionym blogu odnawialny) że fotowoltaika może w 2020r może osiągnąć 12% udział w produkcji energii elektrycznej. (polska raczej się do tego wiele nie dołoży).

środa, 14 stycznia 2009

Certyfikaty energetyczne, – co należy wiedzieć, aby go zrozumieć.

Charakterystyka energetyczna miała na celu określenie w prosty sposób zużycia energii przez budynek. Jednak bez rozeznania w pojęciach energia pierwotna EP oraz energia końcowa EK dla przeciętnego użytkownika prosto wyglądający certyfikat będzie zupełnie nieczytelny.



Rozporządzenie podaje:
Zapotrzebowanie na energię pierwotną EP (nieodnawialną). Uwzględnia się obok energii końcowej, dodatkowe nakłady nieodnawialnej energii pierwotnej na dostarczenie do granicy budynku każdego wykorzystanego nośnika energii. Uzyskane małe wartości wskazują na nieznaczne zapotrzebowanie i tym samym wysoką efektywność i użytkowanie energii chroniące zasoby i środowisko.

Co z tej definicji wynika?

Celem ustawodawcy jest minimalizacja wpływu budynku na środowisko a tym samym ograniczenie zużywanie nieodnawialnych paliw kopalnych. W myśl rozporządzania możliwe jest posiadanie bardzo energooszczędnego domu, który nie spełni norm? Wystarczy, że do ogrzewania wykorzystamy energię elektryczną gdyż współczynnik nadkładu nieodnawialnej energii pierwotnej na wytworzenie i dostarczenie prądu do budynki przyjmuje się 3. Najlepiej wyjaśnić to na przykładzie.

Przykład
Mamy energooszczędny dom o zapotrzebowanie na energię 50kWh/m2/rok, jeżeli do ogrzewania używamy prądu nasze zużycie energii pierwotnej EP będzie 150kwh/m2/rok

Z drugiej strony można mieć dom nieocieplany i spełnić normy gdyż współczynniki nadkładu dla źródeł odnawialnych są mniejsze od zera. (biomasa 0.2, kolektor słoneczny 0.0)

Przykład
Mamy dom o zużyciu energii na poziomie 200 kWh / m2/ rok, jeżeli do ogrzewania użyjemy biomasę (nie zakładam strat) zużycie energii pierwotnej wyniesie 40kWh

Te przykłady pokazują, że kluczem do dobrego wyniku na certyfikacie będzie korzystanie z odpowiedniego źródła energii.


Aby porównać budynki pod kontem efektywności energetycznej należy patrzeć na zużycie energii końcowej (ta dolna wartość mniej wyeksponowana).

Prawda jest taka, że w pewnych warunkach zarówno podawane w certyfikacie zużycie energii pierwotnej jak i końcowej niewiele powiedzą nam o kosztach użytkowania budynku. Dotyczy to przypadków. Na przykład, kiedy będziemy wykorzystywać do ogrzewania darmową energię np. słoneczną przy pomocy kolektorów. Ustawodawca prawdopodobnie z powodu pośpiechu zapomniał rozróżnić darmową energię odnawialną (słoneczna) a nie darmową (biomasa).

sobota, 10 stycznia 2009

Budownictwo przyszłości przyszłością OZE

Niedawno na blogu przewinął się wątek przyszłości budownictwa w kontekście energooszczędności. W mojej ocenie jest to o tyle ważny temat, gdyż łączy się przyszłością energetyki odnawialnej, którą osobiście upatruję w rozwoju zdecentralizowanych systemów.

Niezależnie czy jest to produkcja energii odnawialnej czy nie. Zajmowanie dodatkowych terenów pod elektrownie czy ciepłownie jest bezsensowne zwłaszcza, że dysponujemy olbrzymimi obszarami już wyjętymi z użytku a niezagospodarowanymi. Myślę tu o dachach naszych domów. Niedawno pisałem o korzyściach wynikających z zainstalowania na dachu modłów PV teraz czas iść o krok dalej w stronę budownictwa, które zapewnia niezależność energetyczną.

Już kiedyś trafiłem na ofertę brytyjskiego dewelopera, który buduje domy niezależnie energetycznie. Przy tej okazji nowe budynki prezentują zupełnie nowe podejście do budownictwa gdzie o oszczędności energii myśli się już w fazie lokalizacji. Wszelkie działania projektowe ukierunkowanie są na pozyskanie jak największej ilości darmowej energii ze słońca czy wiatru.







Oprócz znanych rozwiązań deweloper proponuje instalacje zbiornika na deszczówkę, która wykorzystywana jest do celów sanitarnych. Według mnie jest to bardzo dobre rozwianie, które powinno być popularyzowanie gdyż rzeczywiście używanie do wszelkich celów wody pitnej jest jawnym marnotrawstwem.

Zainstalowanie kolektora słonecznego na dachu czy turbiny wiatrowej w ogródku to już nie jest żadna innowacja czas na kompleksowe budownictwo przyszłości, które samo w sobie pozowali zagospodarować lokalne zasoby energii odnawialnej. Z korzyścią dla naszej kieszeni i dla środowiska. Dodam, że na angielskim rynku domy ruralZED są zaledwie 10-20% droższe od tradycyjnych przy znacznie niższych kosztach eksploatacyjnych.

Polecam film ruralZED

video

czwartek, 8 stycznia 2009

Kryzys gazowy, czyli Polak nie mądry po szkodzie

Jak co roku w okresie zimowym mamy małą wojenkę surowcami energetycznymi na wschodzie. Przy jej okazji powraca tajemnicze słowo dywersyfikacja dostaw. Główny problem polskiego bezpieczeństwa energetycznego wynika z faktu, że zajmują się nim politycy a nie niezależni eksperci. Rodzi to sytuacje, w których forsuje się nierealne a czasami wręcz głupie pomysły, które będą przyczyniać się do realizacji celów politycznych a nie społecznych.

Jeżeli ktoś ogląda ostatnio telewizje z pewnością słyszał o rurociągu Nabucco, który po przedłużeniu mógłby zapewnić Polsce gaz z rejonu morza kaspijskiego. Nie będę pisał tu kosztach i problemach technicznych tej inwestycji, które są ogromne a jednocześnie najmniej istotne. Proszę zerknąć na poniższą mapę i zastanowić się czy rurociąg przechodzący przez kilkanaście państw w dodatku rozpoczynający się w chyba najbardziej zaognionym rejonie świata jest bezpieczny? Ktoś, kto forsuje taki pomysł zabezpieczenia Polsce dostaw gazu niema zupełnie wyobraźni.



Kolejnym niedorzecznym pomysłem jest gazociąg z Norwegii. W tym przypadku mamy do czynienia z dwoma rozwiązaniami. Jeden to bezpośrednie połączenie z Norwegią tzw rurociąg norweski forsowany przez rząd Buzka lub poprowadzenie odnogi od przyszłego rurociągu Baltic pipe. W tym przypadku gaz z Norwegii otrzymywalibyśmy za pośrednictwem Danii. Problemem tych pomysłów jest coś, co eksperci ładnie nazywają „nadmierne zagospodarowanie Norweskich złóż” a po ludzku podobnie jak ropa Norwegom gaz się kończy a utrzymanie wydobycia w przyszłości nie będzie możliwe.


Co nam pozostaje

1 - Niestety prawda jest taka, że w naszym regionie świata jedynie Rosja ma wystarczająco duże zasoby gazu, które są w stanie zapewnić Europie ten surowiec na dziesięciolecia. I choć nam się to nie podoba gazociąg północny to jedyna alternatywa.

lub

2 – Zamiast przeznaczać olbrzymie fundusze na nierealne pomysły dywersyfikacji należy zastanowić się jak można ograniczyć wykorzystanie gazu ziemnego w kraju najlepiej do poziomu zbliżonego z naszym rodzimym wydobyciem.

Odpowiedz jest prosta, choć przyznam, że nie łatwa w realizacji:

Propagując odnawialne źródła energii oraz energooszczędne budownictwo możemy łatwo ograniczyć zapotrzebowanie na gaz w gospodarstwach domowych, które odpowiedzialne są za ok. 30% jego zużycie.

W pewnym zakresie jesteśmy w stanie zwiększyć krajową produkcję gazu poprzez popularyzację biogazowi zwłaszcza w rejonach wiejskich.

Szkoda jedynie, że głosy podobne do tego, co napisałem zupełnie są ignorowane a korzyści wynikające z takich rozwiązań zupełnie niebrane są pod uwagę. Niezależne skąd będziemy prowadzić rurę z gazem za surowiec będziemy musieli zapłacić a im będzie on lepiej zabezpieczony tym będzie droższy. Propagowanie rozwiązań z zakresu OZE i energooszczędności to zatrzymanie kapitału w kraju, realne i wymierne korzyści.

PS
Choć obecnie mamy "kryzys" gazowy to z jeszcze większym problemem możemy się spotkać w przypadku ropy naftowej której importujemy aż 95%!

sobota, 3 stycznia 2009

Wydarzenie roku 2008 w OŹE

Rok 2008 niewątpliwie był udany dla energetyki odnawialnej przynajmniej w skali światowej. Rosnąca popularność alternatywnych źródeł energii uruchomiła fundusze na badania nad nowymi technologiami. Na podstawie obserwacji rynku można zauważyć dynamiczny rozwój nowych technologii i badań na trzech płaszczyznach.

- powiększenia pojemności akumulatorów
- biopaliw II generacji
- poszukiwania taniej alternatywy dla krzemowych ogniw fotowoltaicznych

Zawsze mnie to pasjonuje, gdy nauka dochodzi do granic możliwości udoskonalania danej technologii, gdy nagle pojawia się ktoś nowy wydawać by się mgło zupełnie niezwiązany z tematem i uświadamia wszystkim, że byli w błędzie wskazując zupełnie nową lepszą drogę rozwoju.

W mojej ocenie 2008 roku przełomem, który może zmienić obraz energetyki odnawialnej było opanowanie produkcji ogniw PV na skalę przemysłową metodą roll to roll rozwijaną głownie przez Nanosolar.

Aby nie zanudzać opisem technologii zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu pokazującego ten proces.



Nie wchodząc zbytnio w szczegóły proces sprowadza się do nanoszenia kilku warstw płynnych substancji (w tym półprzewodnik na bazie (CIGS)) na elastyczne tworzywo (plastik), które wspólnie tworzą ogniwo fotowoltaiczne. Proces bardzo przypomina przemysłowe drukowanie czasopism i nie jest od niego bardziej skomplikowany. (oczywiście poza tuszem :) )

- szybkość procesu
- prostota procesu
- niskie koszty urządzeń wytwórczych
- trwałości produktu
- niskie koszty półproduktów
- brak prac laboratoryjnych w procesie produkcyjnym

To główne cechy procesu a jednocześnie wielka innowacja w dziedzinie ogniw PV, która sprawia, że już obecnie Nanosolar ocenia swoje koszty tak produkowanych ogniw na 1$/wat a po zamortyzowaniu know how i rozszerzeniu skali produkcji firma może dojść do 0.1$/Watt. Choć brzmi to niesamowicie to ogromny wzrost popytu na technologie solarne sprawia, że firmy nie prą do obniżania cen gdyż nie nadążają z produkcją podzespołów. Sam nanosolar ma zamówienie na 12 miesięcy na przód. Zbyt niska podaż w stosunku do popytu skutecznie blokuje spadek cen, choć spotkałem się z opiniami, że dzięki upowszechnieniu się ogniw thin film w 2009 roku ceny tego typu produktów spadną o połowę.

Energetyka słoneczna, ale także wiatrowa to jedne z nielicznych dziedzin gospodarki, które mogą pochwalić się bardzo dobrymi prognozami na trudny rok 2009. Szkoda jedynie, że nikt w Polsce nie chce w te gałęzie gospodarki poważnie zainwestować.