Szukaj na tym blogu

piątek, 22 stycznia 2016

Wyzwania przed Polską branżą PV


Gramwzielone.pl: – W 2015 r. w Polsce powstanie rekordowa ilość systemów fotowoltaicznych, choć ich łączny potencjał w porównaniu do innych europejskich krajów nadal nie robi wrażenia. Jak podsumuje Pan ubiegły rok w polskiej branży fotowoltaicznej?

Bogdan Szymański, prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej POLSKA PV: – Rok 2015 dla branży fotowoltaicznej to czas rozbudzonych nadziei na dynamiczny rozwój w Polsce, związanych z jednej strony z uchwaleniem ustawy o OZE, a z drugiej z rozpoczęciem programu Prosument. Obie te nadzieje w dużej części zostały zawiedzione. Szczególnie odroczenie obowiązywania stawek gwarantowanych dla najmniejszych instalacji w końcówce roku było szokiem i postawiło wiele firm w trudnej sytuacji.

W roku 2015 byliśmy świadkami oddania do użytku rekordowej liczby farm fotowoltaicznych. Mało kto zdaje sobie sprawę, że wiele tych projektów zostało zrealizowanych dzięki fali optymizmu, jaki w branży fotowoltaicznej nastąpił po raz pierwszy w 2012 roku, kiedy fotowoltaika miała zostać objęta bardzo korzystnym systemem wsparcia. Choć z zapowiadanego eldorado niewiele zostało, to części inwestorów udało się uzyskać dotacje, które pozwoliły sfinalizować projekty.

Rok 2015 był też przełomowy w budowaniu świadomości inwestorów samorządowych, którzy coraz częściej zaczęli dostrzegać fotowoltaikę i pozyskiwać środki unijne na finansowanie tego typu projektów.

Wraz z pojawieniem się rynku instalacji fotowoltaicznych zaczęły licznie pojawiać się firmy działające w branży - nie tylko firmy instalacyjne czy dystrybutorzy, lecz także producenci. Mimo dużej konkurencji wielu polskich producentów dobrze radzi sobie na rodzimym rynku, gdyż potrafi się dostosować do jego unikalnej specyfiki.

Jak oceni Pan jakość instalacji fotowoltaicznych montowanych w Polsce oraz doświadczenie i wiedzę firm instalacyjnych? Nad czym powinny one pracować?

– Uczestnicząc w wielu projektach realizowanych w Polsce, mogę stwierdzić, że jakość montowanych instalacji fotowoltaicznych zdecydowanie się poprawia, choć na tym polu jest jeszcze wiele pracy do wykonania. Jakość wykonanej elektrowni zależy także od podejścia inwestora. Wybór najtańszych rozwiązań w zakresie urządzeń oraz brak nadzoru nad wykonywanymi pracami projektowymi i budowlanymi często ma przykre konsekwencje.

Nawet w dużych projektach PV często nie ma inżyniera projektu, a kontrolujący budowę inspektor nadzoru nie ma żadnego doświadczenia w zakresie fotowoltaiki. Niewielkie doświadczenie polskiego rynku nie jest niczym dziwnym. Większość firm nie mogła zdobyć doświadczenia inaczej niż jak ucząc się na własnych błędach. Z drugiej strony brak jest w Polsce wytycznych branżowych czy dobrych praktyk, na których mogłyby się oprzeć początkujące firmy. W przypadku najmniejszych firm dużym problemem jest przygotowanie odpowiedniej dokumentacji powykonawczej, schematów, testów, pomiarów i instrukcji.

Czy wprowadzenie do programu Prosument wymogu posiadania certyfikatu Urzędu Dozoru Technicznego przez instalatorów wykonujących instalacje w ramach Prosumenta to dobry pomysł? Jak ocenia Pan działanie systemu certyfikacji UDT? Pojawiają się opinie, że jest on niepotrzebny, a weryfikować firmy instalacyjne powinien rynek.

– Certyfikacja UDT jest tematem bardzo złożonym. Sama weryfikacja umiejętności monterów instalacji PV nie jest złym pomysłem, a dyskusja powinna toczyć się głównie o kształt prowadzenia szkoleń i prowadzenia egzaminów. Obecny program przeładowany jest zagadnieniami teoretycznymi, a sam egzamin nie weryfikuje praktycznych umiejętności.

Polski rynek monterów instalacji fotowoltaicznych jest bardzo młody, a jednocześnie dynamicznie rośnie. Montować instalacje PV zaczynają osoby bez żadnego doświadczenia lub z bardzo niewielkim doświadczeniem. Dobrze prowadzony system certyfikacji może pozwolić na uniknięcie wielu błędów w instalacjach. Mechanizmy rynkowe w weryfikacji jakości sprawdzają się na dojrzałych konkurencyjnych rynkach jak np. rynek niemiecki. W Polsce wraz z rozwojem rynku ciągle powstaną bardzo młode firmy wykonawcze z niewielkim doświadczeniem, przez co same mechanizmy rynkowe niewiele pomogą. Najlepszym przykładem jest rynek instalacji kolektorów słonecznych, który bez żadnej kontroli dynamicznie rósł kilka lat temu i bardzo wiele instalacji zostało źle wykonanych, co odbiło się cieniem na całej branży.

Jak ocenia Pan sam program Prosument? Czy powinien być kontynuowany w niezmienionej formule? Jakie zmiany mogą usprawnić jego realizację i przyczynić się do oferowania przez rynek fotowoltaiczny w ramach Prosumenta lepszego produktu w postaci domowych systemów PV?

– Choć sam program Prosument jest dobrą inicjatywą, to do jego funkcjonowania można mieć wiele zastrzeżeń. Sam program powinien przejść wiele zmian. Z punktu widzenia branży PV największym problemem jest długi czas oczekiwania od realizacji do wypłaty środków. Mimo podjętych działań okres ten nadal jest zbyt długi i powoduje problemy z płynnością finansową firm, które wykonują instalacje w ramach Prosumenta. Dobrym rozwiązaniem, które chętnie widziałaby branża, jest częściowe zaliczkowanie zaraz po montażu instalacji. Takie rozwiązanie jest stosowane np. przez WFOŚiGW i pozwala zabezpieczyć interesy obu stron.

Pozytywną zmianą byłoby także wprowadzenie do programu większej liczby banków. Konkurencja zawsze przynosi korzystne zmiany w zakresie obsługi klientów. Mniejsze i większe zmiany są potrzebne także w zakresie wymaganej dokumentacji, procedury składania wniosków, ich rozpatrywania i procedowania. Znamienny jest fakt, że instalacje wykonywane w ramach programu Prosument są często istotnie droższe niż te realizowane bez dotacji. Rośnie także liczba firm, która zamiast zachęcać klientów do skorzystania z dotacji woli obniżać cenę i wykonać instalację za gotówkę.

Wydaje się, że przy tworzeniu wymogów w Prosumencie brakuje rynkowego spojrzenia. Każda dodatkowa procedura, zaświadczenia, certyfikaty zawsze generują dla wykonawcy dodatkowy koszt, który jest wliczany w cenę usługi. Z tego powodu cały program Prosument wymaga głębszej refleksji, aby w miarę możliwości ograniczyć wszelkie wymogi i procedury, które tylko generują niepotrzebne koszty, a nie przekładają się na jakość wykonanych instalacji.

W programie Prosument nie widać instalacji montowanych przez wspólnoty czy spółdzielnie mieszkaniowe. Jak rozruszać ten segment rynku prosumenckiego i sprawić, aby w fotowoltaikę inwestowały także wspólnoty czy spółdzielnie?

– W przypadku wspólnot mieszkaniowych zachęcenie do inwestycji w instalacje fotowoltaiczne jest szczególnie trudne. Wynika to po części z ich formy prawnej. Każdy, kto miał do czynienia ze wspólnotami mieszkaniowymi - szczególnie większymi, wie jak trudno podjąć w nich czasami bardzo proste decyzje. Dodatkowo wiedza wśród zarządców nieruchomości na temat instalacji PV jest bliska zeru i postrzegają ją bardziej jako kolejny problem administracyjny niż korzyść dla ogółu mieszkańców.

Nieco lepiej sytuacja wygląda w przypadku spółdzielni mieszkaniowych z uwagi na prostszą strukturę decyzyjną. Odnosząc się do małego zainteresowania programem Prosument wśród spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych, osobiście upatrywałbym go po pierwsze w niskiej świadomości i wiedzy w zakresie instalacji PV, po drugie w barierach formalnych w samym programie, o których już rozmawialiśmy.

Testem dla powstającej w Polsce branży fotowoltaicznej w 2015 r. był program PROW. W krótkim czasie firmy musiały wykonać wiele instalacji fotowoltaicznych. Jakie wnioski nasuwają się Panu w wyniku obserwacji procedur zamówień i samego wykonania instalacji?

– Instalacje wykonane w ramach PROW na przestrzeni sierpień-październik 2015 pokazały z jednej strony dużą możliwość mobilizacji branży fotowoltaicznej w Polsce. Z drugiej strony można mieć wiele zastrzeżeń do jakości wykonania części instalacji jak i całego procesu wyboru wykonawców. PROW-y pokazały bardzo duże braki w zakresie przygotowywanej dokumentacji przetargowej. W wielu przypadkach nie były prawidłowo zinwentaryzowanych budynków, dobranych mocy oraz sparametryzowanych wymagań w zakresie urządzeń.

Dużą bolączką wielu przeprowadzanych przetargów było stawianie wymagań, które w żaden sposób nie przekładały się na jakość urządzeń, lecz jednoznacznie wskazywały jednego producenta, co jest niezgodne z prawem zamówień publicznych. W kilku przypadkach, na prośbę naszych członków, udało nam się podjąć skutecznie działania, w wyniku których zmieniane były zapisy PFU na etapie postępowania przetargowego.

Liczne błędy popełnione na etapie tworzenia wniosków w ramach PROW przynoszą teraz negatywne skutki. Wiele instalacji wykonanych kilka miesięcy temu ciągle nie jest przyłączonych. Problem głównie dotyczy obiektów gminnych, które otrzymują odmowy przyłączenia od zakładów energetycznych z uwagi na zapisy ustawy o OZE. Znane są także przypadki karania właścicieli mikroinstalacji przez zakłady energetyczne za nielegalnie wprowadzenie energii do sieci. Bardzo często wynika to z braku odpowiedniego poinformowania właściciela mikroinstalacji, że uruchomienie może nastąpić wyłącznie po podpisaniu umowy na sprzedaż energii i wymiany licznika przez OSD.

Wnioski, jakie należałoby wyciągnąć to po pierwsze potrzeba lepszego planowania i przygotowania dokumentacji przetargowej. Wybór obiektu powinien zostać poprzedzony małym audytem energetycznym, w którym zostanie przeanalizowane zużycie energii, dostępna przestrzeń montażowa oraz techniczne możliwości przyłączenia danej mocy. Po drugie, w ramach specyfikacji technicznej urządzeń należy wyeliminować praktyki podawania parametrów modułów i falowników, które w żaden sposób nie wpływają na jakość tych urządzeń czy ich walory użytkowe. Po trzecie, w specyfikacji powinno znaleźć się znacznie więcej wymagań w zakresie standardu wykonania instalacji czy pomiarów końcowych dokumentacji powykonawczej.

Na nowy system wsparcia dla OZE poczekamy jeszcze pół roku. Czy Pana zdaniem decyzja o przesunięciu daty wejścia w życie nowego systemu wsparcia na 1 lipca 2016 r. jest uzasadniona, mając na uwadze braki w przepisach dotyczących taryf gwarantowanych czy systemu aukcyjnego?

– Taryfy gwarantowane nie są związane z systemem aukcyjnym oraz zielonymi certyfikatami. Z tego powodu nawet jeżeli chciano przedłużyć stary system wsparcia, nie blokowało to możliwości wprowadzenia taryf gwarantowanych.

Nie ulega wątpliwości, że ustawa wymaga w wielu miejscach poprawy i doprecyzowania przepisów. Jednak przesunięcie o pół roku taryf gwarantowanych na kilka dni przed wejściem w życie przepisów podważa podstawy zaufania obywateli do państwa, wprowadziło niesamowite zamieszanie i podważyło wiarygodność wielu firm, które w dobrej wierze informowały swoich klientów o nowym systemie wsparcia.

Stabilność prawa jest jednym z fundamentów rozwoju każdej branży. Pozwala na planowanie działań i kierunków rozwoju. Nowopowstałe Ministerstwo Energii, przejmujące odpowiedzialność za ustawę o OZE, powinno jak najszybciej przedstawić kompleksowe zmiany, jakie są planowane do wprowadzenia w ustawie. Jednocześnie, w celu odzyskania zaufania branży, dobrym posunięciem byłoby objęcie taryfami gwarantowanymi instalacji przyłączonych po 1 stycznia 2016 roku. Stabilny rozwój energetyki prosumenckiej wymaga dodatkowo jasnych reguł kreowania taryf w przyszłości, aby nie doszło do sytuacji znanych z innych krajów, gdzie po krótkim okresie rozwoju przychodzi załamanie rynku.

Czy deweloperzy w branży fotowoltaicznej mają szanse na realizację projektów w systemie aukcyjnym, mając na uwadze ceny referencyjne dla PV zaproponowane w rozporządzeniu przygotowanym przez Ministerstwo Gospodarki?

– Zaprezentowane ceny referencyjne są istotnie niższe od oczekiwań branży i zdecydowanie nie pozwolą na realizację projektów, które nie są w pełni zoptymalizowane kosztowo. Jeżeli popatrzymy na aukcje przeprowadzane u naszych zachodnich sąsiadów, to oferowane ceny sprzedaży energii z PV spadają poniżej 380 zł/MWh. Jednak specyfika rynku niemieckiego i szczegóły rozliczeń są inne niż w Polsce.

W mojej ocenie, przy niskich cenach referencyjnych największą szansę mają duzi deweloperzy, szczególnie powiązani z producentami modułów fotowoltaicznych, dodatkowo mający dostęp do bardzo taniego finansowania. Niestety przy obecnym kształcie systemu aukcyjnego niewielkie szanse mają małe instalacje, które praktycznie pominięto w systemie wsparcia.

Ostatnio przyjęta nowelizacja ustawy o OZE daje pół roku na przygotowanie dobrych zmian w przyjętych wcześniej regulacjach. Które przepisy i jak należy poprawić w zakresie wsparcia dla prosumentów? Na jakie problematyczne kwestie powinno zwrócić uwagę nowe Ministerstwo Energii przygotowując korektę systemu wsparcia dla prosumentów w ramach kolejnej nowelizacji ustawy o OZE?

– Koniecznych zmian oraz oczekiwań jest bardzo dużo. W przypadku prosumentów najważniejsze jest doprecyzowanie sposobu rozliczenia taryf gwarantowanych. Jako stowarzyszenie będziemy postulować, aby taryfy były przyznawane za całość wytworzonej energii. W zakresie taryf dobrą zmianą byłoby także wprowadzenie prostych zasad opodatkowania przychodów ze sprzedaży energii przez prosumentów np. w postaci ryczałtu. Kluczową zmianą w ustawie jest rozszerzenie definicji prosumenta o JST, związki wyznaniowe oraz inne podmioty, które mogą mieć obecnie problemy z przyłączeniem mikroinstalacji. Pożądaną zmianą byłoby rozszerzenie net meteringu także na małe instalacje.

W zakresie systemu aukcyjnego, należałoby się zastanowić nad wprowadzeniem podziału nie tylko na moce, lecz także na technologie. Zdecydowanie większe wsparcie powinno pójść w kierunku małych instalacji. Zasadne wydaje się stworzenie odrębnej puli mocy dla małych instalacji do 200 kW. W zakresie systemu aukcyjnego pożądaną zmianą byłoby także uproszczenie rozliczenia wyprodukowanej energii, likwidacja opłat za bilansowanie handlowe dla instalacji powyżej 500 kW i wprowadzenie prostego systemu, w którym wylicytowana na aukcji stawka byłaby ceną gwarantowaną przez określony okres. Takie rozwiązanie ograniczyłaby ryzyko inwestycyjne i ułatwiłoby finansowanie projektów.

Jak widzi Pan rolę SBF Polska w branży PV? Jakie najważniejsze wyzwania stawia Pan przed Stowarzyszeniem?

– Cele przed stowarzyszeniem stawia sam rynek i jego otoczenie. W pierwszej połowie roku największym wyzwaniem będzie praca na rzecz dobrych zmian w ustawie o OZE. Mamy świadomość, że korzystne dla prosumentów zmiany napotykają na silny opór zawodowej energetyki. Stąd potrzeba dotarcia z naszymi argumentami jak najszerzej do posłów, senatorów oraz Ministerstwa Energii.

Jeżeli chcemy skutecznie lobbować w kwestii wsparcia dla PV jako branża, nie możemy jedynie ograniczać się do formułowania postulatów, lecz musimy także umieć przedstawić szerszy kontekst korzyści, jakie może przynieść rozwój fotowoltaiki w Polsce. W zakresie działań edukacyjnych chcemy kontynuować prace rozpoczęte w 2015 r., polegające na wypracowaniu jednego standardu przyłączania mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce, który mógłby zostać uznany – jeżeli nie przez wszystkie – to przynajmniej przez większość OSD.

Duży nacisk chcemy także położyć na działania edukacyjne w zakresie poprawnego doboru i wykonania mikroinstalacji. W tym zakresie przy współpracy z naszymi członkami i firmami partnerskimi chcemy przygotować branżowe wytyczne.

Dużym wyzwaniem na 2016 rok jest program Prosument, który w obecnym kształcie nie jest w pełni efektywnym systemem wsparcia. Będziemy starać się przekonać NFOŚiGW do liberalizacji wymogów i uwzględnienia postulatów branży.

Jak Pana zdaniem polska branża fotowoltaiczna będzie rozwijać się w 2016 r. i jakie czynniki o tym rozwoju zdecydują?

– Dyskusja na temat perspektyw rozwoju jest bardzo trudna z uwagi na czynniki polityczne, od których ten rozwój silnie zależy. W naszych analizach w zeszłym roku prognozowaliśmy w optymistycznym wariancie montaż nowych instalacji na poziomie ponad 150 MW, jednak z uwagi na przesunięcie terminu wprowadzenia taryf gwarantowanych rzeczywisty potencjał będzie mniejszy od oczekiwań.

Głównym czynnikiem, który będzie decydował o szybkości rozwoju fotowoltaiki w Polsce, jest finalny kształt ustawy o OZE w kilku kluczowych zapisach. W przypadku mikroinstalacji oprócz wysokości stawek ważny będzie sposób ich rozliczania, o którym rozmawialiśmy wcześniej. W zakresie aukcji szanse instalacji fotowoltaicznych zwiększyłoby wprowadzenie koszyków technologicznych i podniesienie ceny referencyjnej. Oba te rozwiązania będzie jednak trudno wprowadzić z uwagi na krótki czas, jaki Ministerstwo Energii dało sobie na nowelizację ustawy.

Drugoplanowy, jednak także ważny, wpływ na rozwój instalacji fotowoltaicznych będzie miało podejście zakładów energetycznych do przyłączania i odkupu wyprodukowanej energii. Obecnie widać, że wzrost zainteresowania mikroinstalacjami przekłada się na wydłużanie czasu potrzebnego do ich przyłączenia. Procedury rodem z PRL panujące w wielu OSD odpowiedzialnych za przyłączenie i spółkach obrotu zobowiązanych do zakupu energii stają się wąskim gardłem dla przyłączenia dużej liczby rozproszonych mikroinstalacji. Dużym motorem rozwoju instalacji PV w Polsce w poprzednich latach były środki unijne, dlatego z nadzieją patrzymy na uruchomienie nowych programów UE, które mogą także istotnie wpłynąć na rozwój branży.
Prześlij komentarz