Szukaj na tym blogu

wtorek, 22 stycznia 2008

Biomasa kolejna odsłona

Zainspirowany dyskusją toczącą się na blogu Pana Grzegorza, http://odnawialny.blogspot.com/2008/01/wiatr-i-biomasa-w-jednym-stay-polu.html który pisze miedzy innymi o wątpliwościach ekologa dotyczących wykorzystania biomasy. Pragnę przedstawić kilka swoich opinii na ten temat.

Na wstępie chciałbym, aby treść tej wypowiedzi nie została odebrana jako krytyka biomasy jako odnawialnego źródła energii a jedynie jako naświetlenie zagrożeń, jakie może nieść wykorzystanie jej zasobów.

Pomijając zagrożenia wynikające z czysto biologicznego punktu widzenia takie jak problem bio różnorodności upraw czy roślin inwazyjnych, którymi to tematami powinni zająć się biolodzy i botanicy przejedzmy do spraw bardziej istotnych dla przeciętnych obywateli. W komentarzu do bloga Pana Grzegorza pisałem o problemie głodu i moralności wykorzystywania ziemi uprawnej w celach energetycznych. W odpowiedzi całkiem słusznie znalazły się sugestie, że polskie uprawy energetyczne głodu w Afryce nie zwiększą jednak przyczynią się z pewnością do wzrostu cen żywności. Pojawia się pytanie, na jakich glebach będą uprawiane rośliny energetyczne. Dochodzą również głosy, że można by wykorzystać nieużytki. Oczywiście zagospodarowanie nieużytków jest bardzo dobrym pomysłem pod warunkiem, że są to dobre gleby ;). Moim zdaniem dużą role odegra tu rachunek ekonomiczny. Nikt nie zainwestuje w plantacje roślin energetycznych, jeżeli nie będzie widział możliwości zysku a taki pojawi się z pewnością w pierwszej kolejności na glebach żyznych.

Pojawia się tu jeszcze jedno narzędzie, jakim są dopłaty bezpośrednie, których wysokość uzależniona jest miedzy innymi od rodzaju upraw. Poprzez wysokość dopłat można częściowo wpływać na to, co będzie uprawiane jednak jest to broń obusieczna i po głębszej analizie nie wnosi nic dobrego. Każda forma dopłaty jest sztucznym regulowaniem rynku a w konsekwencji jego rozregulowaniem. Poza tym w przypadku braku gwarancji utrzymania wysokości dopłat pojawia się kolejny czynnik ryzyka finansowego inwestycji. (rentowność uzyskiwana przy dopłatach znika przy ich braku). Dochodzimy tu do zagadnień prawa, które jest niezmiernie istotne dla rozwoju odnawialnych źródeł energii a w tym biomasy. Brak stabilności prawa jest najskuteczniejszą bronią odstraszającą inwestorów od nowych technologii. Wszystkie modele opłacalności inwestycji prowadzi się przy złożeniach obecnego stanu prawnego, który w naszym kraju jest ulotny niczym wiatr szumiący w polu wierzby energetycznej. Ileż trzeba, aby wprowadzić akcyzę na produkty energetyczne(zębki, pelety) pochodzące z upraw energetycznych. Przy obecnym stanie jest to mało prawdopodobne, ale zakładając dynamiczny rozwój takich upraw prowadzący do znaczącego wzrostu procentowego w bilansie energetycznym kraju jest to wizja całkiem realna. W końcu wzrost potencjału biomasy odbędzie się kosztem innych opodatkowanych źródeł energii. Przykład, jaki przychodzi mi na myśl to olej opałowy, który kiedyś tani miał być sposobem na ogrzewanie dla oszczędnych jak sytuacja wygląda obecnie wszyscy wiemy.

Na zakończenie chciałbym poruszyć jeszcze jeden wątek, który związany jest z tym tematem. W pracach badawczych nad wykorzystanie biomasy poszukuje się coraz to „lepszych”, bardziej przystosowanych i o większej wartości opałowej roślin. I oczywiście jest to działanie słuszne. Społeczeństwo boi się spożywać roślin modyfikowanych genetycznie, ale czemu by ich nie przerabiać na pelety. Jest to na pewno mniej kontrowersyjne. Co jakiś czas pojawiają się „nowe” rośliny jedne są bardziej trafione a inne mniej jednak ostatnio trafił się prawdziwy rodzynek.

Przeczytałem o propozycji wykorzystania konopi indyjskich. Patrząc z teoretycznego punktu widzenia pomysł nie najgorszy. Wysoka wartość opałowa, duży plon z hektara, niezbyt wymagająca glebowo jednak jest mały szkopuł, to są konopie indyjskie. Mimo ze zawartość THC czyli substancji narkotycznej ma być obniżona do 1% co ma powodować że rośliny nie będą atrakcyjne do produkcji narkotyków jaka jest gwarancja że w wielohektarowych uprawach zbyt przedsiębiorczy rolnik nie wygospodaruje kilku arów dla tych „właściwych” konopi. Żądza zysku, jaką może dać uprawa narkotyków jest zbyt duża dla wielu osób. A chęć łatwych pieniędzy może sprowadzić na złą drogę wiele osób. Dochodzi tutaj jeszcze kwestia kontroli, która nad tego typu uprawami musiałaby być sprawowana. Kolejne regulacje i rzesze urzędników, którzy walczyliby z wiatrakami.

Pozdrawiam

Bogdan Szymański

Prześlij komentarz