Szukaj na tym blogu

środa, 3 kwietnia 2013

Czarne chmury nad europejskim rynkiem inwerterów.


Kilka lat temu na rynku falowników synonimem słowa inwerter była nazwa produktu SMA sunny boy. Przez długie lata wśród producentów inwerterów był SMA i reszta świata. Jeszcze w 2010r. udział SMA w światowej sprzedaży falowników wynosił 40% w 2011r. spadł do 28% a w 2012r. do 25%. Zagrożona jest też pozycja innych marek Niemieckich i produkowanych w europie jak Power one, Kaco, Fronius, Refusol. Rynek producentów coraz bardziej się rozdrabnia a jak na drożdżach rosną nowe chińskie marki, których udział w rynku nie przekracza 2% jednak z uwagi na agresywną politykę eksportową chińskie produkty szybko zdobywają uznanie w Europie zwłaszcza z uwagi na korzystną cenę. Jeszcze kilka lat wstecz udział inwerterów w cenie instalacji był niewielki, przez co szukanie taniego rozwiązania w przypadku tych produktów nie miało większego sensu a niemieckie inwertery mimo wysokiej ceny cechowały się także wysoką niezawodnością. Z tego powodu to moduły stanowiące 80% ceny przyjeżdżały z Chin za to inwertery były kupowane lokalnie w Europie. Obecnie, gdy struktura kosztów instalacji PV radykalnie się zmieniła i moduły stanowią 50% ceny a inwertery 20% szukanie tańszych komponentów wśród falowników przekłada się na realne oszczędności, które są niezbędne zwłaszcza, że wysokość wsparcia w całej Europie znacząco spadła i inwestorów nie stać na zakup inwerterów w cenie 0,2 euro za Wp. Pozycja niemieckich producentów inwerterów staje się o tyle cięższa, że środek ciężkości rozwoju fotowoltaiki zaczyna przenosić się na wschód. Głębokie cięcia w stawkach gwarantowanych cen w Niemczech sprawiają że z 7,5 GW zainstalowanej mocy w 2012r. w tym roku w Niemczech powstanie prawdopodobnie nie więcej niż 2-4 GW. Spadek popytu na rodzimym rynku będzie zmuszał niemieckich producentów do szerszego wejścia na rynki wschodzące środkowo europejskie czy daleko i blisko wschodnie, które są znacznie trudniejsze dla europejskich producentów gdyż są bardzo wrażliwe cenowo i naprawdę trzeba mieć mocne argumenty i wysoką wartość dodaną, aby sprzedawać urządzenia 2 razy drożej od dalekowschodniej konkurencji.
Prześlij komentarz