Szukaj na tym blogu

piątek, 11 maja 2012

Refleksja na temat Polskiego rynku fotowoltaiki

Patrząc na zainstalowaną moc w fotowoltaice, która wg moich szacunków wynosiła w 2011r. ok 1,4 MW przy czym za 1 MW odpowiedzialna była uruchomiona jedna farma w Wierzchosławicach, można powiedzieć że rynek ten u nas praktycznie nie istnieje a bez zmiany prawa i sposobu finansowania potencjał rozwoju tego rynku w najbliższych latach jest niewielki. Obraz ten stoi w sprzeczności z rozwojem branży w postaci nowych dystrybutorów, firm instalacyjnych, i producentów, których na polskim rynku przybywa z miesiąca na miesiąc. Doskonale pokazały to ostatnie targi Green Power w Poznaniu, które zdominowane zostały przez szeroko pojęte firmy fotowoltaiczne. Rozmawiając z wieloma przedstawicielami tych firm można dojść do wniosku, że przygotowują się oni do nowej perspektywy na rynku, jaką ma zbudować nowa ustawa, o OZE. Pytanie, co zrobią ci nowi gracze, jeżeli nowa ustawa, o OZE nie wejdzie w życie jak większość szacuje z początkiem 2013 lub jeżeli wysokość wsparcia nie będzie na oczekiwanym poziomie? Wiele firm zapomina także, że trzymanie się ministerstwa systemu zielonych certyfikatów nawet przy wysokich współczynnikach korekcyjnych może nie mieć żadnego pozytywnego efektu dla branży, jeżeli dojdzie do nadpodaży certyfikatów na rynku i w konsekwencji spadku ich ceny.

Trudne formowanie się rynku.

Polski dziewiczy rynek fotowoltaiki nie posiada wypracowanych dobrych praktyk ani standardów prowadzenia biznesu. Z tego powodu na rynku zaczyna dominować dzika konkurencja głównie ceną. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że 99% inwestorów nie ma pojęcia na temat różnic między poszczególnymi panelami fotowoltaicznymi czy inwerterami. Z tego powodu prawie każdy inwestor kieruje się jedynie ceną zapominając, że kluczem do zadowolenia z instalacji fotowoltaicznej jest jej bezawaryjna, wydajna i efektywna praca przez najbliższe 20-30 lat. Chcąc zaistnieć na małym polskim rynku fotowoltaiki większość firm zaczyna nazbyt konkurować ceną importując najtańsze i często wątpliwej, jakości moduły fotowoltaiczne i inwertery. Na rynku nieświadomych inwestorów niezwykle trudne zadanie mają firmy, które stawiają, na jakość. Z tego względu, aby w Polsce uniknąć kilku lat dzikiego rozwoju i wielu niezadowolonych klientów trzeba stawiać, na edukację. Wielu inwestorów jest w stanie zaakceptować kilkanaście procent wyższą cenę, jeżeli uzna to za uzasadnione w postaci lepszych czy pewniejszych uzysków energii. Ważne jest, aby system wsparcia powiązany był z efektami w postaci dofinansowania wyprodukowanej energii a nie jak ma to miejsce w przypadku kolektorów dofinansowania urządzeń bez względu na ich parametry czy trwałość.








3 komentarze:

jako pisze...

W mojej opinii systemy dopłat w Polsce są tak konstruowane, że beneficjentem nie jest klient końcowy, ale wybrani dostawcy lub banki.

Oto zapowiedź kolejnego takiego programu:

"Narodowy Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zamierza dopłacać do budowy energooszczędnych domów"

"Wiadomo już, że pomoc będzie polegała na dopłatach do kredytów bankowych zaciąganych na budowę i zakup energooszczędnych mieszkań"

http://finanse.wp.pl/kat,104118,title,Beda-doplaty-do-domow-energooszczednych,wid,14492638,wiadomosc.html

A więc znowu przykład dopłaty, którą dostaniemy tylko wtedy, gdy budowę finansujemy z kredytu.

Biorąc pod uwagę, że w Polsce wiele domów buduje się metodą gospodarczą, a finansuje z doraźnych oszczędności, duża grupa odbiorców zostanie wyłączona z systemu dopłat.

Jest to ewidentne naganianie klientów do banków, oraz dopłacanie do zamożnych (tych którzy mają zdolność kredytową).

A przecież można zachęcić do budownictwa energooszczędnego bez żadnych dopłat.
Wystarczy zobowiązać banki, by przy wyliczaniu zdolności kredytowej na budowę domu/mieszkania, uwzględniały koszty późniejszego utrzymania nieruchomości. Ze zwykłego rachunku ekonomicznego wyjdzie, że wielu nie stać na budowę drogiego w eksploatacji domu, ale stać na dom energooszczędny (bo choć droższy w budowie, to tańszy w eksploatacji, więc pozostaje więcej w kieszeni na płacenie nieco wyższych rat kredytu).

Niestety w Polsce jest olbrzymie parcie na zbieranie i rozdzielanie funduszy przez urzędników państwowych, nawet tam, gdzie można to samo osiągnąć mądrym prawem i bez rozbudowy biurokracji.

Bogdan Szymanski pisze...

@jako

Pełna zgoda wielokrotnie krytykowałem w tym względzie politykę Funduszu dotowania przez kredyty bankowe

Henryk Siegerdt pisze...

Interesuje mnie czy polskie banki maja zamiar finansowac fotowoltaike.Zwrocilem sie do BOS i BGZ o mozliwosc otrzymania kredytu na mikro lub mala instalacje PV przez osobe fizyczna lub rolnika.Odpowiedz-nie udzielaja takich kredytow.Mam rowniez pytanie:jakie formalnosci nalezy zalatwic przed planowana budowa mikro lub malej instalacjiPV(wzory wnioskow do ZE,zezwolenia) Heniek