Szukaj na tym blogu

wtorek, 21 października 2008

Polski plan wspierania OZE

Zeszły tydzień spędziłem w Polsce gdzie głównym celem mojej wizyty była konferencja w Zakopanym poświęcona EKONOMICZNNYM ASPEKTOM ENERGII ZE ŹRÓDEŁ ODNAWIALNYCH W PERSPEKTYWIE 2020 ROKU. Przedstawiane były sposoby wsparcia OZE w kilku krajach europejskich. Co ciekawe Polska nie wygląda w tym porównaniu źle? Powiem więcej oferujemy wsparcie większe niż niektóre bogate kraje europy zachodniej. Pytanie tylko, dlaczego w innych krajach wsparcie OZE przekłada się na ich rozwój a u nas nie? Odpowiedz jest prosta - pieniądze to nie wszystko, ale…

Mamy ogromy problem z odpowiednim kierowaniem środków. Czasami mam wrażenie, że jest to robione celowo, aby pokazać, że OZE nie mają w Polsce racji bytu. Obecny system wsparcia w pewnym uproszczeniu zapewnia jednakową „taryfę” sprzedaży "zielonej energii elektrycznej" dla wszystkich, wielkich hydroelektrowni, które nawet bez dotacji produkowałyby najtańszy prąd w kraju. Ta samą taryfę dostają „węglowe molochy” za dorzucanie drewna do węgla (współspalanie). I również na te same pieniądze mogą liczyć farmy wiatrowe, które mają najmniejszy udział w rynku energii elektrycznej, i rzeczywiście na początek potrzebują wsparcia a zamiast tego rzucane im są kłody pod nogi.

Polski system wspierania produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w obecnej postaci gdzie każda technologia dostaje "po równo" jest anty innowacyjny. Inwestycje w nowoczesne technologie wiążą się z kosztami a po co iść w koszta i innowacje jak można spalić trochę lasu z węglem i mieć czysty zysk na koszt podatnika, który dodatkowo będzie miał przekonanie, że płaci za zieloną energię. Dodatkowo system robi karygodną rzecz nie wymusza szukania oszczędności poprzez rozwój i promowanie tańszych technologii produkcji zielonej energii, technologii, które w pewnym horyzoncie czasowym dają szansę na osiągnięcie konkurencyjności cenowej.

Niestety to nie koniec polskiego anty wsparcia energetyki odnawialnej. Nawet, jeżeli znajdzie się inwestor, który będzie, choć trochę chciał działać z pobudek ideologicznych a nie jedynie chęci zysku natrafi w naszym kraju na szereg problemów techniczno - administracyjnych. Niektórych wręcz głupich jak roczne oczekiwane na pozwolenie na budowę masztu pomiarowego prędkości wiatru? Rok lub dwa pomiarów (o ile maszt nie padnie łupem lokalnych poszukiwaczy metali wtórnych) do tego małe przepychanki z lokalnymi mieszkańcami, ekspertyza wpływu na środowisko, kolejne pozwolenie na budowę. I od pomysłu budowy farmy wiatrowej do realizacji przy dobrych wiatrach minie nam kilka lat. Oczywiście przy założeniu otrzymania od operatora warunków przyłączenia, co obecnie jest nie lada wyzwaniem gdyż infrastrukturę przesyłową mamy, jaką mamy.

Kompletny brak wsparcia infrastruktury to już temat na kolejnego posta.
Prześlij komentarz