Szukaj na tym blogu

wtorek, 21 września 2010

Samochody elektryczne – polska racja stanu

Podobnie jak w przypadku odnawialnych źródeł energii, efektywności energetycznej tak i samochody elektryczne traktowane są, jako „fanaberia” zachodu zupełnie zbędna w naszym pięknym kraju. Niestety w Polsce występuje wyjątkowa krótko wzroczność w strategiach i kierunkach rozwoju Państwa. Nikt nie zastanawia się jak będą wyglądały strategiczne elementy gospodarki Polski za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat i jakie działania należy podąć już dziś, aby być konkurencyjnym jutro.

Jakie znacznie w tym temacie mają elektryczne pojazdy?

Ostatnio za sprawą mediów dużo mówi się o imporcie gazu z Rosji i konieczności poprawy bezpieczeństwa pod kątem zaopatrzenia w ten surowiec. Dla przypomnienia powiem, że polska wydobywa z własnych złóż aż ok. 35- 40% potrzebnego gazu ziemnego. Piszę aż gdyż jak spojrzymy na wydobycie ropy naftowej, której wystarcza na pokrycie zaledwie 4% polskiego zużycia to sytuacja w przypadku gazu jest wyjątkowo komfortowa.

Jeżeli w przypadku braku dostaw gazu ziemnego z „zewnątrz” jestem sobie w stanie wyobrazić funkcjonowanie państwa (przerabiamy to, co roku) tak w przypadku braku ropy przy obecnym kształcie gospodarki grozi nam kompletny paraliż! Demagogią byłoby twierdzenie, że w niedalekiej przyszłości braknie nam ropy z dnia na dzień. Jednak wysoce prawdopodobne są scenariusze w myśl, których pojawiające się problemy ze światową produkcją popy wywindują cenę tego surowca do poziomów trudno akceptowalnych dla polskiej gospodarki. Innymi słowy wysokie ceny ropy przełożą się na ogólny wzrost cen i kosztów produkcji. Problem ten dostrzeżono już dawno w wielu krajach europy. Jednym z rozwiązań jest promocja biopaliw – w mojej ocenie mało skuteczna i celowa. Innym pomysłem jest elektryfikacja transportu. Choć w Polsce jest to ciągle temat dziewiczy wiele krajów europy ma już opracowane programy wdrożenia elektrycznych pojazdów. Dla przykładu nasi zachodni sąsiedzi chcą mieć milion samochodów elektrycznych do 2020r. Jeszcze dalej idą Hiszpanie, którzy poziom miliona elektrycznych pojazdów na drogach chcą osiągnąć w 2014. Bardzo ambitny plan w zakresie elektryfikacji transportu posiada również Irlandia, która do 2020 chce, aby samochody elektryczne stanowiły 10% eksploatowanych pojazdów.

W mojej ocenie elektryfikacja transportu wcześniej czy później jest nieunikniona a im szybciej będzie realizowana tym wcześniej przyniesie wymierne korzyści zarówno ekologiczne jak i gospodarcze. Niestety wdrażanie takich projektów wymaga dalekowzroczności i umiejętności dostrzeżenia przyszłych korzyści. Projekty realizowane w Polsce rzadko wybiegają poza jedną kadencję w takim przypadku przy podejmowaniu decyzji górę biorą doraźne koszty wdrożenia a nie przyszłe zyski w myśl zasady, że my zasiejemy a plony zbierał będzie już ktoś inny.

Co powinniśmy zrobić?

Z pewnością działania powinny skoncentrować się na promocji elektrycznego transportu. Osobiście sceptycznie jestem nastawiony do wysokich dopłat do elektrycznych pojazdów, jakie stosuje wiele państw. Bardziej skoncentrowałbym się na rozbudowie infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych oraz promocji tego typu pojazdów miastach tak, aby stworzyć grunt pod rosnące zainteresowanie tym typem transportu w kraju i dać minimum szans do jego rozwoju. Także dobrym rozwiązaniem są ulgi podatkowe. Archaiczny obecny system naliczania akcyzy od pojemności silnika powinien zostać zastąpiony akcyzą naliczaną od norm emisji, jakie spełnia dany pojazd. Taki system promowałby nie tylko elektryczne pojazdy, lecz wszystkie „ekologiczne” o niskim zużyciu paliwa. W początkowej fazie promocji elektrycznych pojazdów dobrym rozwiązaniem są wszelkiego rodzaju „ułatwienia” dla pojazdów elektrycznych. Polegające np. na darmowym parkowaniu w miastach, możliwości poruszania się po liniach autobusowych, wjazd do centrów miast itp. Nie liczmy też na szybkie efekty dziś podjęte działania zaczną przynosić wymierne korzyści dopiero w następnej dekadzie tu sytuacja analogiczna jest to OŹE w przypadku, których także na początku rozwoju występują głównie koszty.

Oczywiście nasuwa się pytanie czy Państwo powinno ingerować w to, czym obywatele chcą jeździć? Jedyną słuszną odpowiedzą byłoby, że nie powinno, ale pod warunkiem, że obywatele w przypadku wystąpienia kryzysu paliwowego sami byliby w stanie mu sprostać i nie kierowaliby roszczeń w kierunku państwa. Za skutki polityki energetycznej odpowiada Państwo gdyż jego rolą jest zapewnienie bezpieczeństwa także energetycznego a przez to stabilnych warunków rozwoju gospodarczego.

14 komentarzy:

Survivalista pisze...

Osobiście uważam, że czekanie na jakiekolwiek strategiczne działanie tego typu ze strony państwa, nie ma sensu. Trzeba sobie kupić ogniw fotowoltaicznych i akumulatorów na zapas a potem własnoręcznie przerobić samochód na prąd. Podobno wychodzi się z tym nieznacznie na minusie (uwzględniając sprzedaż części wymontowanych z samochodu).

mopel44 pisze...

Bardzo rozsadny glos! B.dobry blog - bo jeszcze nie chwalilem :)
Panstwo wlasnie jest od tego by byc dalekowzrocznym , by promowac i pomagac ludziom podejmowac dalekowzroczne decyzje , a robic to w postaci ulg, zlownien , zwrotow w podatku , akcyz , podatkow a i pal licho ! nawet doplat byle madrze ,z dalekosieznym planem i konsekwencja.
Tak na marginesie - jak pan sadzi - samochod na prad pochodzacy z kogeneracji bedzie bardziej efektywny enegretycznie niz samochod na biogaz ?

jako pisze...

IMHO jedyna elektryfikacja która 'wypali' w najbliższym czasie, to wzrost popularności tanich chińskich skuterów/rowerów elektrycznych (i dobrze).

Jeśli nastąpią jakieś działania państwa, to tylko pozorowane, lub wręcz pogarszające sytuację.

Bo państwo czerpie gigantyczne pieniądze z opodatkowania paliw płynnych. Prąd jest zbyt dostępny, zbyt uniwersalny, trudny do kontrolowania i zróżnicowanego opodatkowania. To uniemożliwia przeniesienie obecnego haraczu paliwowego na flotę samochodów elektrycznych. Wprowadzając REALNE ułatwienia dla ich posiadaczy państwo strzelało by sobie w stopę.

@ mopel44
bez obrazy, ale to co napisałeś o państwie powinno mieć dopisek 'ironia'. Państwo ma horyzont czasowy do najbliższych (góra następnych) wyborów, ogłupia ludzi (wmawiając że chce naszego dobra - głupi się cieszy, a każdy rozsądny od razu chowa te swoje dobra jak najgłębiej) i utrudnia im podejmowanie dalekowzrocznych decyzji (bo po wyborach nagle zmienia swoje zdanie i Twoje długoterminowe decyzje biorą w łeb). Państwo nie powinno robić ulg, zwrotów, lecz po prostu nie pobierać zbędnych podatków. Dopłaty realizowane przez Państwo w większości wylądują w kieszeniach 'krewnych i znajomych królika' kosztem tych którzy ciężko pracują i niewiele mają.

A o dalekosiężnych planach i konsekwencji Państwa to można anegdoty pisać.

Wystarczy mieć parę krzyżyków na karku i w miarę dobrą pamięć, by wyrobić sobie zdanie o wymienionych 'zaletach' Państwa.

Survivalista dobrze myśli - trzeba działać samemu, i w dodatku przygotować się, że to Państwo będzie ci w tym na każdym kroku przeszkadzać. Bo dla Państwa nie ma gorszego obywatela, jak niezależny energetycznie obywatel.

Bogdan Szymański pisze...

@Survivalista
Ja ty i pewnie wielu czy czytelników ma świadomość odpowiednią świadomość energetyczną aby samemu podejmować właściwe wybory. Niestety nie można wymagać od każdego obywatela aby w każdej dziedzinie miał szeroką interdyscyplinarną i analityczną wiedzę. To powinna być rola Państwa - niech zarobią na swoje Podatki

@mopel44 - bardzo dziękuję za słowa uznania. Wracając do pytania o efektywność energetyczną to wydaje mi się że bardzie efektywny będzie samochód elektryczny lecz musiałbym to przeliczyć. Nie znam tu dokładnych nakładów energetycznych na produkcję biogazu.

@ jako
Jak zwykle pesymistycznie :( Na nasze szczęście lub nie należymy do UE i polski rząd w wielu sprawach musi liczyć się ze zdaniem Brukseli. Przypomnę że wymuszona przez UE promocja biopaliw kosztuje budżet znacznie więcej niż potencjalnie elektryfikacja transportu a mimo to jest realizowana.

mopel44 pisze...

@jako: Zgoda. Nie urwalem sie z choinki i nie wypadlem krwowie spod ogona. Post byl pospieszny , zabraklo tego ze wlasnie takim czyms powinno sie panstwo zajmowac a nie emeryturami, krzywizna banana czy dyskryminacja ojcow karmiacych.
To ze panstwowosc sprowadza sie w 99% do zalegalizowanego prawnie zorganizowanego rabunku nie ma sie co spierac. Tak wiele panstw jest zorganizowanych i zaplanowanych, choc trzeba przyznac - nasz bajzel jest w tej dziedzinie w czolowce.
Moim zamyslem bylo by uswiadomic ze dzialan w takich swerach nalezy wymagac od panstwa a nie w tysiacach innych.

mopel44 pisze...

@p.Bogdan Szymański :
Pal tam licho ten biogaz! Bardziej chcialbym pana spytac - nie wiem czy pan pisal, na pewno poszperam - z pewnoscia widział pan/ jest w temacie filmu "Who killed electric car"czy "Revenge of the Electric Car". Film utrzymany w kategorii teorii spiskowych. Ogole bardzo dziwny dla mnie caly przekaz tego filmu i cala teoria. GM robi prototyp , produkuje partie samochodow na prad a pozniej kasuje. Nie owijajac : Czy sadzi pan/ jest panu wiadome ze ten samochod na prawde istnieje/istnial ? W porownaniu z niedorzecznosciami typu ogniwa wodorowe - EV1 to gotowa technologia zaspokajaca dobre 95% ludzkich potrzeb co do transportu. W porownaniu z Chevy Volta - EV1 to przeciez majstersztyk! Czy sie myle , gdzies co przeoczylem.

Anonimowy pisze...

Jak najbardziej jestem za elektyfikacją transpotru. Uważam że ten czynnik powinien w bardzo widoczny sposób ukazywać się w miejskiej komunikacji. Ważny jest tu aspekt własnej świadomości ekologicznej oraz świadomość bycia niezależnym co do własnych zasobów energi, musimy jednak posiadać od naszego rządu pewnych uwarunkowań prawnych czy "ułatwień" jak zostało to powiedziano. Są to bardzo dobre plany ale ciężko mi to sobie wyobrazić w Polsce, gdyż nie radzimy sobie z obecną gospodarką.
Marcin (ekomarg@wp.pl)

jako pisze...

@ Bogdan

"Jak zwykle pesymistycznie :("

Ja uważam się za realistycznego, umiarkowanego optymistę :)

Ale temat elektryfikacji samochodów po prostu wygląda pesymistycznie: przeszkody technologiczne, podatkowe i wiele innych. Udział EV będzie oczywiście rósł, ale bardzo powoli. Poza tym jesteśmy krajem biedaków (mediana zarobków to 2500 brutto, dominanta to 2000 brutto), w którym mało kogo stać na zakup nowego samochodu spalinowego (mimo dopracowanych technologi, sporej konkurencji i masowej produkcji). Ile promili Polaków będzie stać na dużo droższy elektryczny? I dla tych najbogatszych nie mają znaczenia niższe koszty eksploatacji EV a jedynie moda i prestiż. I błagam nie wspominajcie o 'dopłacaniu', bo na myśl o biedakach jeżdżących starym rowerem dorzucających się bogaczowi do nowego EV (w imię 'większego dobra' oczywiście) robi mi się 'coś'...

"Na nasze szczęście lub nie należymy do UE i polski rząd w wielu sprawach musi liczyć się ze zdaniem Brukseli. Przypomnę że wymuszona przez UE promocja biopaliw kosztuje budżet znacznie więcej niż potencjalnie elektryfikacja transportu a mimo to jest realizowana."

Odnoszę wrażenie, że w najbliższych latach UE czeka sporo zmian wynikających z 'pustej sakiewki'. Jeśli pozostał tam jeszcze ktoś myślący, to biopaliwowy bezsens zostanie skasowany. Oczywiście stanie się to po cichu, bo mało kto lubi przyznawać się do błędów (w podobny sposób walka z 'globalnym ociepleniem' po cichu zmieniła się w walkę ze 'zmianami klimatycznymi').

Bogdan Szymański pisze...

@mopel44
EV1 wyprzedzał swoją epokę i to był jego problem. Osobiście nie wierzą w teorie spiskowe i w mojej ocenie to rynek zabił EV1. Do upadku projektu GM przyczyniła się głównie bardzo tania ropa w tym czasie. Po drugie jego technologia w brew pozorom była bardzo archaiczna.

Proszę zauważyć że obecny boom na EV został w głównej mierze napędzony historycznie wysokimi cenami ropy w latach 2006 - 2008 to w tych latach powstało najwięcej koncepcji. Podobnie będzie w przyszłości jeżeli ceny ropy nadal będą wysokie popularyzacja EV będzie rosła i odwrotnie. Świadomość ekologiczna to czynnik dodatkowy

mopel44 pisze...

EV1 jednak mial bardzo dobry zasieg z nowszymi akumami i byl w pelni funkcjonalnym samochodem na dystanse powiedzmy suburb. Uzytkownicy nie zglaszali zastrzezen. Nie rozumiem gdzie archaizm - koszty produkcji? W spoleczenstwach gdzie dojazd do pracy jest duzo ponizej standardow z US i spoleczenstwo jest zamozne, do tego ma mniejszego/wiekszego swira ekologicznego( Skandynawia , Niemcy , Szwajcaria) jest to gotowe rozwiazanie. Kupujemy ,klepiemy , doplacamy i jezdzimy. Parametry mial wspaniale i w masowej produkcji nie byloby to az tak drogie jak mniemam. A tuatj Japonczycy sie mecza i parametry samochodow zalosne, a amerykance tyle lat temu takie cos pykli. Cos mi smierdzi... Jedyna ewentualnosc ze koszty potezne, bo jezeli nie to VW dawno by to kupil a Angela i sypla nawet na pareset stacji. CTR+SHIFT+DEL na pewno nie zrbili ;)
pozdrawiam!
M.

Bogdan Szymański pisze...

EV1 oparty był o akumulatory kwasowo ołowiowe lub niklowo kadmowe. W obu przypadkach trudno mówić o ekologii! a w dodatku takie aku mają krótką żywotność=duże koszty eksploatacji. Dopiero ogniwa litowo jonowe dały samochodom elektrycznym możliwość rozwoju i osiągnięcie parametrów żywotności oraz gęstości energii na akceptowalnym przez rynek konsumentów poziomie. Proszę także mieć na uwadze że EV1 był testowany przez "miłośników" EV a nie przeciętnych kierowców z tego powodu opinie nie były do końca obiektywne.
Jak już pisałem EV1 nikt nie zabił lecz GM po prostu nie widział możliwości zarobku na tym samochodzie. Proszę zauważyć że wiele samochodów koncepcyjnych nie trafia do masowej produkcji.

jako pisze...

'Dziwność' sprawy EV1 nie polega na tym, że to był dobry i tani samochód. Był drogi (nie sprzedawano go lecz leasigowano) i miał wady.

Dziwna jest determinacja w odebraniu klientom i zniszczeniu KAŻDEGO egzemplarza EV1. Mimo, że wielu klientów zadowolonych ze swego auta po zakończeniu leasingu chciało go wykupić. Składali oferty i petycje producentowi, prowadzili śledztwa by odszukać miejsce składowania odebranych im aut, całymi dniami pikietowali pod bramami składowiska.

Mimo, że producent 'naraził się' paru znanym gwiazdom, wytrwał w swoim uporze i zniszczył wszystkie egzemplarze EV1. Zostały tylko jakieś 'wybebeszone' w muzeach.

Można się zastanawiać co byłoby gdyby producent tych 800 aut nie zniszczył ich w 2002 roku. Otóż najprawdopodobniej dzisiaj większość tych aut pewnie by ciągle jeździła, a my mielibyśmy za sobą wiele lat doświadczenia wynikającego z realnej eksploatacji aut elektrycznych. Zdobyta wiedza byłaby bezcenna i śmiem twierdzić, że bylibyśmy dużo dalej na wyboistej drodze elektryfikacji samochodów.

mopel44 pisze...

Przyjalem :) Zgooglowalem troszke i niektore prototypy maja dobry zasieg.
Co do akumulatorow - jezeli nie zatruwaja srodowiska podczas eksploatacji a trujacymi skladnikami moga obnizyc koszt eksploatacji to nie jest to problem - kalkulujac to ze co dajmy na to 50tys musimy te akumulatory zutylizowac - tak samo w spalinowym olej i filtry trzeba utylizowac - a takze nie mozemy zapomniec ze spalinowka ma normy emisji plynow eksploatacyjnych na zastraszajacym poziomie.
Dziekuje za ksztalcaca dyskusje - nie mniej jednak jest to przyszlosc - moim zdaniem powinnismy to robic juz dzis - a panstwo ma olbrzymi wachlarz mozliwosci - olbrzymia akcyza i vat na samochodach i paliwie. Cala hipokryzja ( a powinno sie to nazwac inaczej ) panstw w zakresie ekologii sie w tym miejscu objawia - vat na elektryczne wynalazki na 0 od jutra a za hmm 2 lata(?) mamy elektryke samochowa pod strzechami.
Pozdrawiam
M.

Blog Ucando pisze...

Niestety, w Polsce wielu ludzi ma takie myślenie, więc nie dziwię się, że samochody elektryczne traktowane były, jako coś zbędnego. Jednak trochę czasu minęło, a w ostatnich latach nasz kraj się rozwinął, więc obecnie inaczej się to wszystko postrzega. Samochody elektryczne to przyszłość, należy więc zmienić myślenie i pójść z duchem czasu :)