Szukaj na tym blogu

środa, 24 czerwca 2009

Hiszpański system wsparcia OŹE – więcej szkód niż korzyści.

Hiszpania przez ostatnie lata stawiana była za wzór kraju dobrze wspierającego energię odnawialną. Rzeczywiście patrząc jedynie na statystyki można było tak sądzić. W 2008/2009 ponad 30 % energii w Hiszpanii pochodziło z odnawialnych źródeł energii. Przez ostatnie lata farmy wiatrowe oraz instalacje fotowoltaiczne wyrastały jak grzyby po deszczu. Z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie jednak patrząc jak Hiszpanie osiągnęli swój wątpliwy sukces można nabrać wątpliwości.

W uproszczeniu hiszpański system wsparcia energii odnawialnej poległa na gwarantowaniu cen zakupu - typowy system feed-in tariffs popularny europie. Jednak Hiszpanie poszli na całość zalali system gotówką nie czując zupełnie idei wsparcia. Problem w tym, że pieniądze to nie wszystko. Już obecnie w Hiszpanii turbiny wiatrowe mogą generować 40% zapotrzebowania kraju na energię problem w tym, że Hiszpanie dopiero teraz zauważyli, że wiatr nie zawsze wiele a w dodatku zużycie energii zmienia się dobowo. Nie dość, że turbiny nie zawsze mogą wstrzelić się w zapotrzebowanie to do tego produkują znacznie droższą energię. Kiedy inne kraje wspierające energię wiatrową jak UK czy Irlandia już kilka lat temu zaczęły prace nad magazynami energii Hiszpanie zmuszeni są odłączać wiatraki w czasie nocnych dołów. Często też chcąc ograniczać koszty wyłączane są turbiny zamiast elektrowni konwencjonalnych.

Hiszpanie również popsuli rynek fotowoltaiki. W 2008 r w tym kraju zostało zainstalowane 2600 MW ogniw (wzrost o 364% rdr). Można rzec, co w tym złego?
Już na początku hiszpańskie stawki zakupu energii elektrycznej z ogniw PV ustalone na ok. 44centów (zależały od wielkości i typu instalacji) były określane jako bardzo hojne – zbyt hojne jak na hiszpańskie kieszenie. Skala instalowanych ogniw idąca w gigawaty mnożyła koszty zmuszając rząd do obcięcia stawek o 35% do ok. 33centów i ustalenia limitu na nowo instalowane ogniwa. Jest to działanie skandaliczne. Wyobraźmy sobie inwestora, który swój ekologiczny biznes opierał o gwarantowaną stawkę 44 centów na 10 lat a po dwóch latach ma przychody o 30% mniejsze. Od początku 2009 tylko w biznesie fotowoltaicznym w Hiszpanii straciło pracę 15 000 ludzi w wyniku rozchwiania rynku. W 2007r w Hiszpanii zostało zainstalowanych ok. 500 MW ogniw w 2008 było to już 2600MW z kolei w 2009 w perspektywie jest zaledwie 300 - 500MW w wyniku odgórnego ograniczenia – to nie jest to normalny rynek i żadna poważna firma więcej w Hiszpanii nie zainwestuje! Trudno mówić też o wiarygodności rządu, który tak diametralnie zmienia zasady w czasie gry.

Hiszpańskie wsparcie dla oze a zwłaszcza dla fotowoltaiki ma negatywny wpływ także na rynek międzynarodowy.

Wielu się zastanawia, dlaczego ceny ogniw nie spadały w 2007-2008r mino redukcji kosztów produkcji przez wiele firm? A dlaczego niby miałyby spadać skoro Hiszpanie i Niemcy kupowali wszystko i po każdej cenie. W przemyśle fotowoltaicznym już od dawna mówi się, że należy spowolnić tempo wdrażania nowych technologii i redukcji cen gdyż nie można zabić kury, która znosi złote jaja. W mojej ocenie sytuacja, w której wsparcie dla technologii blokuje jej rozwój jest fundamentalnie złe! A złe wsparcie może być gorsze od braku wsparcia. Przekazywanie funduszy jedynie na zakup zielonej energii po każdej cenie bez inwestycji w infrastrukturę to pierwszy krok do porażki.
Prześlij komentarz