Szukaj na tym blogu

środa, 2 grudnia 2009

Kotły na paliwo stałe, czyli ekologiczna bomba, której nikt nie chce rozbroić.

Kupując nowy samochód spełnia on odpowiednią normę emisji, podobnie jest w przypadku elektrowni i elektrociepłowni. Odpowiednie przepisy starają się zredukować emisję niebezpiecznych substancji do atmosfery w celu zapewnienia bezpiecznej egzystencji ludzi zwłaszcza w aglomeracjach miejskich.

Jest jednak jeden rynek, który jest kompletnie nie uregulowany – kotły małej mocy. W przypadku jednostek wytwórczych poniżej 1MW nie ma żadnych aktów prawnych regulujących poziomy emisji i wcale nie chodzi tu o CO2.


Brak norm emisji sprawia, że całkowicie legalnie można stosować w Polsce kotły na paliwo stałe z okresowym załadunkiem, które są swoistą wytwórnią toksyn emitując CO, NOx czy TOC na poziomie dawek znacznie przekraczających normy bezpieczeństwa dla innych urządzeń spalających paliwa kopalne.

Typowy kocioł na paliwo stałe z okresowym załadunkiem spalający węgiel, drewno nieoficjalnie plastik, stare ubrania - wszystko co jest palne i mieści się do komory spalania.


Próbę uregulowania rynku a zwłaszcza uświadomienia społeczeństwa podjął Instytut chemicznej przeróbki węgla w Zabrzu który opracował normy emisji i wprowadził świadectwo badań na - "znak bezpieczeństwa ekologicznego" Choć sama idea jest słuszna to jednak kryteria, jakie należy spełnić nie gwarantują wyeliminowana z rynku największych trucicieli. Dodatkowo stosowanie różnych norm dla różnych typów kotłów sprawia, że znak bezpieczeństwa ekologicznego może dostać kocioł, który z ekologią nie ma nic wspólnego.


Normy emisji na znak bezpieczeństwa ekologicznego wg ICHPW

Z uwagi na fakt, że poddanie się badaniu jest dobrowolne stworzenie znacznie łagodniejszej kategorii B dla kotłów z okresowym załadunkiem jest swoistym ukłonem dla szerokiej rzeszy producentów takich urządzeń. Wyraźnie też widać że normy te stworzone są bardziej pod producentów urządzeń niż pod konsumentów i faktyczne ich "bezpieczeństwo ekologiczne." W mojej ocenie trudno bowiem nazwać ekologicznym kocioł emitujący 5 czy nawet 1,2 g trującego CO w każdym m3. Problem widać wyraźnie jeżeli zestawimy polski znak bezpieczeństwa ekologicznego z niemieckim błękitnym aniołem.


Normy emisji na znak błękitny anioł dla biomasy.



Jak widać normy dla kotów z automatycznym załadunkiem są znacznie wyższe od tych wykorzystujących automatyczny proces spalania i generalnie polskie standardy są znacznie łagodniejsze od tych zachodnioeuropejskich. Powoduje to sytuację w której kocioł uznany u nas za ekologiczny w Niemczech nie zostałby nawet dopuszczony do rynku.

Przeglądając poszczególne certyfikaty wyraźnie widać że automatyzacja ogranicza poziomy emisji i podnosi sprawność. Najmniej szkodliwych substancji emitują kotły z automatycznymi palnikami , z ciągłym sterowaniem załadunkiem paliwa i regulacją ilości powietrza dostarczanego do komory spalania. Obecna krucjata przeciwko CO2 spowodowała też pojawienie się bardzo złej opinii, według której zastąpienie węgla biomasą poprawia ekologię kotła. Oczywiście wszystko zależy od definicji pojęcia ekologia. Prawdą jest spalanie biomasy ogranicza emisję np. SO2 jednak wrzucając drewno zamiast węgla do kotła bez automatyzacji z okresowym załadunkiem paliwa na poprawę norm emisji nie mamy co liczyć. Wręcz przeciwnie z uwagi na niską wartość opałową drewna i jego wilgotność w przeliczeniu na kWh uzyskanej energii emisja najbardziej szkodliwych substancji jak CO, NOx czy zanieczyszczeń organicznych może wzrosnąć.


Od pierwszego stycznia 2008 do np. do centrum berlina można wjechać tylko autem z normą emisji Euro 4. Wzrastająca liczba samochodów wcześniej czy później wymusi takie ograniczenia także w innych krajach w tym w Polsce. Mając świadomość szkodliwości spalania paliw stałych w wielu krajach głównie w miastach dawno wyeliminowano ten nośnik energii lub znacznie go ograniczono. Także w Polce wiele gmin walczy z niską emisją jednak bez regulacji na rynku urządzeń grzewczych jest to walka z wiatrakami. Naiwnym jest też liczyć na nagłą poprawę świadomości całego społeczeństwa w kwestii zagrożeń związanych ze spalaniem paliw stałych. Bez takiej wiedzy lub odgórnych regulacji trudno też wymagać od użytkowników ponoszenia dodatkowych kosztów na bardziej przyjazny system ogrzewania.


Prześlij komentarz