Szukaj na tym blogu

czwartek, 25 marca 2010

Polska walka z wiatrakami - przyczyny



Ostatnio w mediach pojawiała się wiadomość mówiąca o inicjatywie posłów PIS którzy chcących ograniczeń w budowie turbin wiatrowych. W źródłach można przeczytać że przeciwko farmom wiatrowym protestują coraz częściej lokalni mieszkańcy - Dlaczego?

Jak zwykle przy tej okazji z obu stron jest sporo populizmu i gry na emocjach. Trzeba jasno powiedzieć że turbiny wiatrowe nie są bezwzględnymi zabójcami ptaków a infra dźwięki nie słyszalne dla ludzi nie są przyczyną wielu chorób. Tego rodzaju mity trafiają w polsce na podatny grunt i bez weryfikacji są ciągle powtarzane. W tym przypadku weryfikacja jest bardzo istotna gdyż wśród mitów i przesądów jest wiele rzeczowych obaw które zachodzą na drugi plan. Osobiście dla mnie skandalem jest prawo które pozwala zbudować farmę wiatrową 500 m od zabudowań. Ten kto określił ten limit nigdy chyba nie widział farmy wiatrowej na żywo.

Farma wiatrowa za domem w odległości 500 m to dla mieszkańców taki codzienny widok jak na zdjęciu powyżej. I trzeba przyznać że długotrwałe przebywanie w tak bliskiej odległości ciągle wirujących metalowych szkieletów jest bardzo nurzając z uwagi na dźwięk oraz ciągłe miotające refleksy słoneczne. Jeżeli ktoś chciałby zbudować coś takiego zaraz za moim domem to nawet ja jako zwolennik zielonej energii bym protestował.

Jest tu jeszcze jedna strona medalu. Farmy wiatrowe w polsce budowane są przez duże koncerny które zarabiają na nich krocie. Na niezły zysk mogą liczyć także lokalne samorządy które w przypadku takiej farmy inkasują podatki od nieruchomości. Dla lokalnych mieszkańców zostaje jedynie oszpecony krajobraz oraz satysfakcja że mają czystszą energię w gniazdku za którą oczywiści ekstra (zielone certyfikaty) zapłacą.

W mojej ocenie taka sytuacja nie powinna być akceptowalna i inwestor powinien być zobowiązany budować farmy wiatrowe w takiej odległości aby swoją pracą nie zakłócały one życia mieszkańców trudno tu generalizować czy ma to być kilometr dwa czy trzy wszystko zależy przecież od wielkości i rodzaju farmy albo powinien wypłacać za szkody stosowne odszkodowanie.

Jest jeszcze trzecia możliwość w której to lokalni mieszkańcy inwestują lub partycypują w inwestycji w farmy wiatrowe. Takie rozwiązanie jest np w Dani gdzie rolnicy czy grupy rolników mają swoje udziały w turbinach budowanych na ich polach. Co miesięczne czeki zamiast rachunków za prąd sprawiają że nawet widok wirującej i świszczącej turbiny za domem staje się przyjemny.
Prześlij komentarz