Szukaj na tym blogu

wtorek, 15 września 2009

Słoneczna elektrownia w kosmosie – różne podejście do alternatywnych źródeł energii

W zeszłym tygodniu energetycznym newsem była informacja o japońskim pomyśle budowy elektrowni słonecznej w kosmosie i przesył produkowanej w ten sposób energii na ziemie. Wielu komentatorów rynku energii potraktowało tą informację jako kolejny abstrakcyjny pomysł naukowców z Japonii i albo go przemilczała albo potraktowała jako ciekawostkę. Jednak przyglądając się tej sprawie bliżej można zauważyć, jaka olbrzymia mentalna bariera w sprawie podejścia do energii dzieli nas Europejczyków i inne wysoko uprzemysłowione społeczeństwa jak Japończyków czy Amerykanów.

Japońska kosmiczna elektrownia to nie jedynie pomysł nawiedzonych naukowców, lecz olbrzymi projekt z budżetem 21 mld, $ w który zaangażowane są wiodące japońskie firmy technologiczne oraz instytucje rządowe. Faktem jest, że 1GW-atowa elektrownia, która zostanie zbudowana za 20 lat olbrzymim nakładem kosztów niewiele zmieni w japońskim bilansie energetycznym, lecz w przypadku sukcesu otworzy drogę do zagospodarowania źródła energii o niewyobrażalnych zasobach. Na miarę tego i następnego, stulecia. W tym czasie nasze europejskie najambitniejsze projekty energetyczne na początek tego stulecia to? Magazynowanie, CO2, zgazowanie węgla, współspalanie czegokolwiek z węglem, obsianie rzepakiem każdego wolnego skrawka ziemi oraz usiane turbinami wiatrowymi połowy europy. Nie twierdze, że wszystkie działania, jakie podejmujemy w Europie w dziedzinie energii są złe, powiem więcej. Wiele z nich jest dobrych i celowych jednak jak na największa gospodarkę Świata UE zbyt mało uwagi poświęcamy projektom z zakresu energii, które miałby szansę zmienić oblicze energetyki jak np. ITER. Ciekaw jestem ilu polskich polityków tak gorąco wspierających energię atomową w ogóle wie, czym jest, ITER i że uczestniczymy naukowo w tym projekcie.


W Polsce, jeżeli już znajdą się pieniądze na badania naukowe z zakresu energetyki idą na rozwój technologii węglowych i dziedzin pokrewnych patrz technologia prof. Nazimka. Ale marazm i brak innowacyjności to nie jedynie nasza przypadłość nawet, jeżeli popatrzymy na Niemcy też widać tam duży opór we wspieraniu nowych technologii. Najlepszym tego przykładem jest historia Martina Roscheisen austryjaka dorastającego w Niemczech założyciela nanosolara , który swoje pomysły produkcji tanich ogniw fotowoltaicznych nie mógł realizować we własnym kraju będącym w tym czasie największym na Świecie producentem ogniw PV. Dopiero za oceanem udało mu się wzbudzić zainteresowanie swoim pomysłem i wrócić do kraju posiadając już gotowy produkt.


W europie dotujemy wszystko poza tym, co tak naprawdę powinno być dotowane, czyli nauką i badaniami naukowymi. Prezydent Francji forsuje ostatnio pomysł aby, wzrost gospodarczy mierzyć poziomem zadowolenia :) Może innowacyjność też zaczniemy mierzyć inną miarą?
Prześlij komentarz